Zrobiłam porządek w zamówieniach i na samą myśl, że mam napisać osiemnaście scenariuszy jestem przerażona. No, ale nie mogę zawieść moich czytelników. Dobrze, że pisanie sprawia mi przyjemność.
Dawno dodałam scenariusz z Jungkook'iem, a dziś przyszedł czas na Mark'a z GOT7. Zamówienie dla ^Angel^. Miłego czytania. Zapraszam do komentowania.
- Widzę, że księżniczka już wstała - przewróciłam oczami i przeciągając się usiadłam przy stole kuchennym - Nie przywitasz się z bratem? - uniosłam lekko prawą brew i prychnęłam pod nosem.
- Nie? - Jackson rzucił w moją stronę łyżeczką, ale po chwili zaczął się śmiać.
Z chłopakiem mieliśmy świetny kontakt, choć dzieliło nas kilka lat różnicy. Dogadywaliśmy się bardzo dobrze, ale nie zabrakło przekomarzania się jak w każdym rodzeństwie. Naszych kontaktów nie mogło popsuć nic, nawet świadomość, że jestem adoptowana. Jackson miał wtedy pięć lat, ale zachował się jak prawdziwy starszy brat i zaczął się mną opiekować jakbym była jego oczkiem w głowie. Oczywiście z czasem prócz bycia rodzeństwem, staliśmy się prawdziwymi przyjaciółmi. Mogłam powiedzieć mu o wszystkim i wiedziałam, że Jackson zrobi wszystko aby mi pomóc.
- Wiesz, że miałeś mnie tak nie nazywać - pochyliłam się nad metalowym blatem i zabrałam jednego z przygotowanych tostów, który chłopak miał zamiar zjeść.
- Yah! Zrób sobie sama - wystawiłam mu język i zaczęłam jeść jeszcze ciepłego tosta.
- Jackson mamy świetny pomysł! - oboje obróciliśmy się w stronę korytarza, z którego dobywał się głos. Po chwili w kuchni pojawiła się piątka naszych przyjaciół. Piątka najlepszych chłopaków jakich w życiu poznałam. Wszyscy zabawni, pomocni i przystojni. Nie dam rady zliczyć, ile to dziewczyn mi zazdrości.
- Pakuj się - Jaebeom objął Jacksona ramieniem i sięgając ręką podkradł mu jedzenie z talerza. Brat spojrzał z niedowierzaniem na przyjaciela, a ja jedynie zaczęłam śmiać się pod nosem. Dlatego ja nie robię sobie śniadania. Później i tak go nie zjem - Ty też ______.
- Ale o co chodzi? - przestałam się śmiać i spojrzałam na zebranych.
- Skoro macie teraz wakacje - Jinyoung wskazał głową na mnie i Yugyeom'a - trzeba to jakoś uczcić.
- Ciotka Youngjae prowadzi ośrodek z domkami letnimi. Co wy na to? - JB uśmiechnął się w naszą stronę zajadając się tostem Jacksona.
- Poza tym już dzwoniłem i zarezerwowałem nam domek - Youngjae usiadł na krześle obok mnie - Dlatego wystarczy się spakować.
- Nigdzie nie jadę - wszyscy spojrzeli ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, w stronę mojego brata. Ja również była zdziwiona. Jackson to ostatnia osoba, która mogłaby się sprzeciwić temu wyjazdowi - Miałem umówić się z Seolhyun.
- Ale jeszcze tego nie zrobiłeś - Yugyeom usiadł po mojej drugiej stronie i podsunął w moją stronę swój telefon. Na ekranie pojawiła się strona naszej klasy. Zaczęłam się śmiać widząc śmieszną konwersacje, przez co na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech.
Z Yugyeom chodziłam do szkoły już w gimnazjum. Dogadywałam się z nim najlepiej z całej naszej paczki, a to pewnie dlatego, że byliśmy w tym samym wieku. Chociaż w pierwszej klasie liceum, musieliśmy na kilka miesięcy oddalić się od siebie. Chłopak wyznał mi wtedy, że mu się podobam i czy chciałabym spróbować przejść z poziomu "przyjaźń" na poziom "para". Niestety Yugyeom był tylko i wyłącznie moim przyjacielem i jeszcze nigdy nie poczułam do niego czegoś więcej. Na szczęście wszystko wróciło do normy, a my znów jesteśmy najlepszymi znajomymi.
- Ja tam z chęcią pojadę - uśmiechnęłam się w stronę chłopaków, którzy teraz wyczekiwali na odpowiedź Jacksona.
- Jesteś przeciwko mnie? - spojrzał w moją stronę, a w jego oczach widać było cień nadziei, że jeszcze zmienię zdanie.
- Nie, ale z chęcią odpocznę - chłopak zrezygnowany spuścił głowę, a po chwili wszyscy usłyszeliśmy jego głos.
- Na ile jedziemy? - myślę, że krzyk radości całej naszej szóstki, obudziłby nie jednego naszego sąsiada - Ludzie, zadałem pytanie.
- Dwa tygodnie - BamBam rozpromieniony pisał właśnie SMS'a - Nie martw się Jackson. Seolhyun poczeka.
- Bardziej martwiłabym się o niego - wskazałam na brata - On nam tam uschnie z tęsknoty za nią - chłopak pogroził mi pięścią, ale nawet się tym nie przejęłam. Za to przybiłam piątkę z Yugyeom i Youngjae.
- Ten wyjazd nam się przyda. Może Mark w końcu się od niej oderwie - na słowa Jaebeom'a rozejrzałam się po całej kuchni. Jak to możliwe, że wcześniej go nie zauważyłam?
- Jak dobrze, że z nią zerwał. Jak jej było? - Junior wyjął sok z lodówki i spojrzał na nas oczekując odpowiedzi.
- Jiyeon - Youngjae wstał od stołu i zaczął przechadzać się przez całą kuchnię - Jestem Jiyeon i na pewno mnie znacie. Wszyscy mnie uwielbiają i wiem, że wy też mnie pokochacie - wszyscy zwijali się ze śmiechu, kiedy chłopak udawał byłą dziewczynę Mark'a.
- Wszyscy ją lubią?
- W tym przypadku wszyscy znaczy Jiyeon i nikt inny - przyjaciele znów zaczęli się śmiać, a ja i BamBam przybiliśmy sobie piątkę.
Nikt z naszej siódemki nie przepadał za Jiyeon i nie mogliśmy uwierzyć jak ktoś taki jak Mark może z nią być. Ta dziewczyna strasznie go zmieniła, więc kiedy z nią zerwał mogliśmy odetchnąć z ulgą, bo wszystko znów wróciło do normy. Chyba nikt nie cieszył się tak jak ja. Już od dłuższego czasu czułam to dziwne uczucie, kiedy Mark był blisko. Kiedy się uśmiechał na moją twarz wypływały rumieńce, kiedy się śmiał czułam motyle w brzuchu, a kiedy patrzył prosto w moje oczy nie mogłam wytrzymać i musiałam spuścić wzrok. Gdy dowiedziałam się, że znalazł sobie dziewczynę czułam się przytłoczona. Ciężko mi było przebywać w tym samym pomieszczeniu co on. Dopiero, kiedy z nią zerwał mogłam znów normalnie funkcjonować.
***
- Daleko jeszcze?
- Jinyoung, pytasz już piąty raz w ciągu ostatnich dziesięciu minut - Jaebeom był coraz bardziej zestresowany na zachowanie przyjaciela - I odpowiem ci piąty raz, że już niedaleko.
Musieliśmy podzielić się na dwa samochody, by zabrać się w ósemkę. Prawo jazdy mieli jedynie Jaebeom i Jackson. Ni miałam ochoty jechać z bratem, bo wiedziałam że lubi śpiewać w samochodzie. I to mogłabym jeszcze wytrzymać, ale na pewno nie wytrzymałabym kilku godzin jego darcia i parodii największych hitów. O nie! Dlatego wsiadłam do samochodu JB. Był jeszcze Junior i na moje szczęście, bądź nieszczęście - Mark. Oboje usiedliśmy z tyłu i przez pierwsze pół godziny żadne z nas się nie odzywało. Musiałam coś z tym zrobić, więc już chciałam do niego zagadać, ale w tym samym momencie on zaczął rozmawiać z chłopakami z przodu. Po pewnym czasie mnie też chciał zachęcić do rozmowy, ale mówili jedynie o męskich sprawach, dlatego wolałam się wyłączyć i posłuchać muzyki.
Nie przeszkadzają mi tego typu tematy, bo jak inaczej mogłabym przyjaźnić się z siódemką chłopaków. Takie tematy w tak męskim towarzystwie są nieodzowne. Jednak czułam się, źle kiedy Mark do takich rozmów. Przecież byłam dziewczyną, a nie chłopakiem.
***
- Dlaczego ja mam spać na kanapie? - wściekła spojrzałam na Jacksona, który usiał zadowolony na "moim przyszłym łóżku".
- Bo w tym domku są tylko dwa pokoje? A ja nie pozwolę ci spać w pokoju z choć jednym z tych chłopaków - spojrzałam na każdego z osobna, szukając ich pomocy. JB i Junior szybko się ulotnili. BamBam, Youngjae i Yugyeom jedynie przepraszali, bo nie mieli pomysłu na inne rozwiązanie. Kiedy spojrzałam na Mark'a, ona nawet na mnie nie spojrzał. Właściwie to spojrzał, ale na moje nogi, a nie twarz. Dopiero po chwili jego wzrok przesunął się w górę, a kiedy zauważył, że się mu przyglądał, odwrócił się.
- Jako mój brat, powinieneś bardziej o mnie dbać. Na przykład nie pozwoliłbyś, abym spała na tej niewygodnej kanapie i sam byś się na niej przespał.
- I miałbym się nie wyspać - wybacz - zła rzuciłam w niego poduszką i już miał ją rzucić we mnie, kiedy oboje usłyszeliśmy głos Mark'a.
- Chłopaki przestańcie - jak zamurowana wpatrywałam się w chłopaka, który dopiero po kilku minutach uświadomił sobie o błędzie jaki popełnił - Znaczy _____ i Jackson, nie chłopaki.
- Dzięki - jeszcze bardziej wściekła, wyminęłam go i wyszłam na taras domku. Przez okno usłyszałam jeszcze głos brata.
- Nieźle stary. Jeśli chcesz z nią jeszcze pogadać to lepiej ją przeproś - przestraszona, że Mark mógłby wyjść, ruszyłam po schodkach na sztuczną plażę przy małym jeziorze, które znajdowało się niedaleko naszego domku.
Nie byłam zła na chłopaka. Byłam zła na siebie. Dlaczego tak trudno było mi wyznać swoje uczucia? Może gdybym zrobiła to wcześniej, chłopak nie miałby problemu z rozróżnianiem mojej płci?
- A co jeśli on nie widzi we mnie dziewczyny? - szepnęłam sama do siebie, wpatrując się w taflę wody. To mogłoby oznaczać, że nigdy nawet nie poczuje czegoś podobnego, co ja czuję do niego. Na samą myśl o tym, po moim policzku spłynęła łza.
***
- ______ - obudził mnie krzyk Yugyeom'a. Wstałam otrzepując spodnie z pasku i przeciągając się. Spanie opartym o pień drzewa nie jest dobrym pomysłem - za bardzo bolą później plecy.
- Coś się stało? - podeszłam do uśmiechniętego chłopaka.
- Grasz z nami w "sztandary"?
- Z wielką chęcią - oboje ruszyliśmy w stronę domku, gdzie czekała już pozostała szóstka. Jackson rozdawał każdemu kolorowe chustki.
- Mam nadzieję, że wszyscy pamiętają zasady? - na znak wszyscy zebrani kiwnęli głowami.
"Sztandary" to gra naszej ósemki. Graliśmy w nią wiele razy, zawsze dobrze się bawiąc. Reguły były proste. Każda z drużyn ma za zadanie bronić swojego sztandaru, ale ma również przechwycić sztandar drużyny przeciwnej. Sztandarem jest zazwyczaj flaga lub jakieś przedmioty, ale zdarzały się rzeczy, typu bokserki Jacksona.
- Trzymaj _____ - wzięłam niebieską chustkę i zawiązałam ją na szyi. Używaliśmy ich jako swoich indywidualnych sztandarów. Żeby wykluczyć kogoś z przeciwnej drużyny, należało zabrać mu chustkę.
- Drużyny wybrane, więc możemy zaczynać.
- Jakie drużyny? Dlaczego wybraliście beze mnie? - wkurzona spojrzałam na chłopaków.
- Bo nie było cię podczas ustalania? - super! Jeszcze ani razu nie byłam kapitanem.
- _______ jesteś z Youngjae, Jinyoung'iem i JB - kiwnęłam, spoglądając na członków swojej drużyny.
- Jackson pożegnaj się ze zwycięstwem - brat jedynie przewrócił oczami i sięgnął po dwie, duże flagi.
- Jeszcze zobaczymy.
"Sztandary" to gra naszej ósemki. Graliśmy w nią wiele razy, zawsze dobrze się bawiąc. Reguły były proste. Każda z drużyn ma za zadanie bronić swojego sztandaru, ale ma również przechwycić sztandar drużyny przeciwnej. Sztandarem jest zazwyczaj flaga lub jakieś przedmioty, ale zdarzały się rzeczy, typu bokserki Jacksona.
- Trzymaj _____ - wzięłam niebieską chustkę i zawiązałam ją na szyi. Używaliśmy ich jako swoich indywidualnych sztandarów. Żeby wykluczyć kogoś z przeciwnej drużyny, należało zabrać mu chustkę.
- Drużyny wybrane, więc możemy zaczynać.
- Jakie drużyny? Dlaczego wybraliście beze mnie? - wkurzona spojrzałam na chłopaków.
- Bo nie było cię podczas ustalania? - super! Jeszcze ani razu nie byłam kapitanem.
- _______ jesteś z Youngjae, Jinyoung'iem i JB - kiwnęłam, spoglądając na członków swojej drużyny.
- Jackson pożegnaj się ze zwycięstwem - brat jedynie przewrócił oczami i sięgnął po dwie, duże flagi.
- Jeszcze zobaczymy.
***
Wraz z JB zostaliśmy wybrani jako do poszukiwania sztandaru, drużyny Jacksona. Dlatego teraz oboje, jak najciszej przemykaliśmy się przez tutejszy las. Uważałam, aby nie nadepnąć na żadną gałązkę, więc kiedy oboje usłyszeliśmy trzask, wiedziałam że ktoś się zbliża. JB pchnął mnie lekko w stronę krzaków i oboje wyjrzeliśmy by sprawdzić kto to. Gdy ujrzałam znajomą koszulkę wiedziałam, że to Mark, a zaraz za nim pojawił się BamBam.
- Dasz radę? - kiwnęłam głową, a Jaebeom ruszył biegiem w przeciwną stronę. Przeciwnicy wyraźnie zauważyli ten ruch i zaraz BamBam ruszył za JB. Zostałam sama, ale nie chciałam się poddawać, więc jak najszybciej schowałam się za pobliskim drzewem. Kiedy Mark minął roślinę i stał teraz tyłem w moją stronę, ruszyłam do akcji. Rzuciłam się na niego i już miałam odwiązać jego chustkę, którą zawiązał na barku, ale w tym samym momencie Mark złapał mnie za ramię i powalił na ziemię. Zaczęłam się głośno śmiać na co chłopak mi zawtórował.
- Czyli nie jesteś na mnie zła? - chłopak pochylił się nade mną jeszcze bardziej.
- A kto powiedział, że byłam zła? - przez jego uśmiech, czułam jak bicie moje serca przyspiesza.
Poczułam palce Mark'a na swojej szyi i dopiero po sekundzie przypomniałam sobie, że przecież zawiązałam na niej chustkę. Jednak ten dotyk sprawił, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Możesz ją wziąć - spojrzałam w jego hipnotyzujące oczy.
Może mi się zdawało, ale twarz Mark'a z każdą chwilą była coraz bliżej mojej buzi. Przez myśl przeszło mi, aby go pocałować, ale wolałam nie robić czegoś głupiego. Dlatego leżałam tak wciąż wpatrując się w jego twarz. Był tak blisko, aż czułam jego ciepłe ciało, jego gorący oddech, a także bicie serca.
Kiedy Mark się pochylił i dotknął moich warg, cały świat wokół zawirował. Bałam się zrobić jakikolwiek ruch, bo mogłam zepsuć tą upragnioną chwilę.
Nagle usłyszeliśmy dźwięk komórki chłopaka. Ten zerwał się na równe nogi, a ja po chwili zrobiłam to samo.
- Yoboseyo? Po co dzwonisz? Jiyeon nie jesteśmy już razem. Jestem z kumplami - na to zdanie chłopak spojrzał w moją stronę, ale ja nie wytrzymałam i ruszyłam pędem przez las. Chciało mi się płakać, jednak nie chciałam aby którykolwiek z moich przyjaciół znalazł mnie w takim stanie, pośrodku lasu.
Zatrzymałam się przy wielkim drzewie i oparłam o jego pień. Jak on mógł kolejny raz to zrobić?
- ________! - usłyszałam jego krzyk, więc chciałam biec dalej, ale poczułam jak mnie łapie i przyciąga do siebie. Zaczęłam się wyrywać, ale to było na nic - ______, proszę uspokój się.
- Jak mam się niby uspokoić, kiedy wciąż traktujesz mnie jak kumpla. Nie mogę cię zrozumieć Mark. Raz traktujesz mnie jak chłopaka, a później całujesz - na samo wspomnienie poczułam jak na moją twarz wypływa rumieniec - Jak mam być spokojna, kiedy w taki sposób ranisz moje uczucia?
Już chciał coś powiedzieć, ale zmienił zdanie i jedynie kolejny raz złączył nasze usta. Tak bardzo tego pragnęłam, że moja złość powoli opuszczała mnie. W tej chwili liczył się tylko on.
- Nie chciałem cię zranić - szeptał, ledwo odrywając swoje wargi - Nigdy więcej nie będę się tak zachowywał. Obiecuję - jako pieczęć, kolejny raz mnie pocałował. Moje ręce powędrowały w górę i kiedy tylko objęłam jego szyję, przyciągnęłam go bliżej. Nie chciałam, aby przestał, a sądząc po jego uśmieszku, on też tego nie chciał.
- Dasz radę? - kiwnęłam głową, a Jaebeom ruszył biegiem w przeciwną stronę. Przeciwnicy wyraźnie zauważyli ten ruch i zaraz BamBam ruszył za JB. Zostałam sama, ale nie chciałam się poddawać, więc jak najszybciej schowałam się za pobliskim drzewem. Kiedy Mark minął roślinę i stał teraz tyłem w moją stronę, ruszyłam do akcji. Rzuciłam się na niego i już miałam odwiązać jego chustkę, którą zawiązał na barku, ale w tym samym momencie Mark złapał mnie za ramię i powalił na ziemię. Zaczęłam się głośno śmiać na co chłopak mi zawtórował.
- Czyli nie jesteś na mnie zła? - chłopak pochylił się nade mną jeszcze bardziej.
- A kto powiedział, że byłam zła? - przez jego uśmiech, czułam jak bicie moje serca przyspiesza.
Poczułam palce Mark'a na swojej szyi i dopiero po sekundzie przypomniałam sobie, że przecież zawiązałam na niej chustkę. Jednak ten dotyk sprawił, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Możesz ją wziąć - spojrzałam w jego hipnotyzujące oczy.
Może mi się zdawało, ale twarz Mark'a z każdą chwilą była coraz bliżej mojej buzi. Przez myśl przeszło mi, aby go pocałować, ale wolałam nie robić czegoś głupiego. Dlatego leżałam tak wciąż wpatrując się w jego twarz. Był tak blisko, aż czułam jego ciepłe ciało, jego gorący oddech, a także bicie serca.
Kiedy Mark się pochylił i dotknął moich warg, cały świat wokół zawirował. Bałam się zrobić jakikolwiek ruch, bo mogłam zepsuć tą upragnioną chwilę.
Nagle usłyszeliśmy dźwięk komórki chłopaka. Ten zerwał się na równe nogi, a ja po chwili zrobiłam to samo.
- Yoboseyo? Po co dzwonisz? Jiyeon nie jesteśmy już razem. Jestem z kumplami - na to zdanie chłopak spojrzał w moją stronę, ale ja nie wytrzymałam i ruszyłam pędem przez las. Chciało mi się płakać, jednak nie chciałam aby którykolwiek z moich przyjaciół znalazł mnie w takim stanie, pośrodku lasu.
Zatrzymałam się przy wielkim drzewie i oparłam o jego pień. Jak on mógł kolejny raz to zrobić?
- ________! - usłyszałam jego krzyk, więc chciałam biec dalej, ale poczułam jak mnie łapie i przyciąga do siebie. Zaczęłam się wyrywać, ale to było na nic - ______, proszę uspokój się.
- Jak mam się niby uspokoić, kiedy wciąż traktujesz mnie jak kumpla. Nie mogę cię zrozumieć Mark. Raz traktujesz mnie jak chłopaka, a później całujesz - na samo wspomnienie poczułam jak na moją twarz wypływa rumieniec - Jak mam być spokojna, kiedy w taki sposób ranisz moje uczucia?
Już chciał coś powiedzieć, ale zmienił zdanie i jedynie kolejny raz złączył nasze usta. Tak bardzo tego pragnęłam, że moja złość powoli opuszczała mnie. W tej chwili liczył się tylko on.
- Nie chciałem cię zranić - szeptał, ledwo odrywając swoje wargi - Nigdy więcej nie będę się tak zachowywał. Obiecuję - jako pieczęć, kolejny raz mnie pocałował. Moje ręce powędrowały w górę i kiedy tylko objęłam jego szyję, przyciągnęłam go bliżej. Nie chciałam, aby przestał, a sądząc po jego uśmieszku, on też tego nie chciał.

Świetny scenariusz. Kiedy będzie następny? Nie mogę się już doczekać. Może napisałabyś coś z G-Dragonem? Weny życzę ;)
OdpowiedzUsuńUrocze ;*
OdpowiedzUsuńCzy bandzie coś z hambinem z ikon?
OdpowiedzUsuńCzy bandzie coś z hambinem z ikon?
OdpowiedzUsuń